Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/w-chyba.wroclaw.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
, ale nikomu się do

I ten ktoś nie chce, aby o tym wiedziała. I nie życzy jej dobrze.

, ale nikomu się do

Przez ciągnącą się w nieskończoność chwilę Jennifer wiedziała, że umrze.
Nie.
– Nie ma sprawy – zapewniła bez przekonania. – Coś jeszcze?
skoro to nie Bentz morduje, to kto? Ta kobieta, która go prześladuje?
bliźniaczką.
żywe. W przypadku Elaine była to jej współlokatorka, Trisha Laramont – widziała, jak
– Bzdura! – ryknął, niskim, groźnym głosem. Ostrzegawczo. – Nawet nie próbuj,
motelu SoCal Inn.
wyświetlacz i machinalnie zarejestrowała trzask zamykanej furtki za plecami.
podczas popełniania zbrodni.
Najważniejsze to ją odnaleźć. Ale nie miał żadnych tropów, więc uznał, że jedyne, co może
wyjaśnimy, nie wolno ci nawet drgnąć, jasne?
Przeglądał informacje o zabójstwie McIntyre. Zgłoszenie koło ósmej rano, zadzwoniła
jak wyniesione ze starej stodoły. Kiedyś nad drzwiami wznosił się dumnie plastikowy biały

To był najdłuższy miesiąc w życiu Marka.

Nie znał jednak maleńkiego sekretu Róży - jej poranne zabiegi wokół siebie były tym, co lis pewnie nazwałby
"Ładnie nazwał swoją lilię..." - westchnęła sama do siebie Róża, starannie skrywając swoją cichą tęsknotę, lecz
południu brałeś prysznic. Zaraz po tym, jak twój brat został śmiertelnie postrzelony w głowę. - Spojrzał twardo na Chrisa. - Wychodziłeś z domu w niedzielę? Chris wpatrywał się w Becka, a potem spuścił wzrok z westchnieniem. Uniósł ręce w geście poddania. - Przyznaję się do winy. Beck poczuł na piersi stutonowy ciężar, lecz mimo to zadał sobie wiele trudu, aby zachowywać się i mówić spokojnie. - Gdzie byłeś i dlaczego musiałeś wziąć prysznic i zmienić ubranie, zanim przyszedłem do was z wizytą? - Pamiętasz ten inkryminujący dowód rzeczowy na sukience Moniki Lewinsky? - Chris rozłożył szeroko ręce i uśmiechnął się konfidencjonalnie. - Przyłapany bez prezerwatywy, uwierzysz? W moim wieku! Musiałem z niej wyjść, zanim doszedłem. - Z kogo? - Z Lili. Wiedziałem, że George gra w golfa z Huffem, więc wpadłem do niej po porcję popołudniowej rozkoszy. - Do diaska, dlaczego mi o tym nie powiedziałeś? Dlaczego nie przyznałeś się podczas pierwszego przesłuchania, z kim byłeś? Lila jest twoim alibi. - Szeryf na pewno ucieszy się z tego powodu. Upłynęło kilka minut, zanim Beck skojarzył fakty. - O cholera - jęknął. - No właśnie. Lila jest córką jego siostry. Nie zabiłem swojego brata, ponieważ w tym czasie odwiedzałem siostrzenicę Rudego. Wolałem mu tego nie mówić, chociaż w chwili obecnej nie pałam do niego nadmierną miłością. - Jeżeli będziesz zmuszony do dostarczenia alibi, czy Lila zechce zeznawać na twoją korzyść? - Wolałbym jej w to nie mieszać - skrzywił się Chris. - Nie dosyć, że jest siostrzenicą Rudego, to wcale nie jestem pewien, czy naraziłaby na szwank swoje małżeństwo z George'em, przyznając się do romansu. Nieustannie się z niego naigrawa, ale George rozpuścił ją jak dziadowski bicz. Kupuje wszystko, czego ona tylko zapragnie. Jest w niej kompletnie zadurzony i jak długo od czasu do czasu Lila mu daje, oboje są zadowoleni. Najprawdopodobniej skłamałaby, pragnąc ochronić piernaty, na których spoczywa. - Byłeś z nią przez całe dwie godziny? - Szczerze mówiąc, nie patrzyłem na zegarek, ale to by się mniej więcej zgadzało. - Czy ktoś widział cię w ich domu? - Oboje zadajemy sobie wiele trudu, aby się tak nie stało. - W porządku. Będziemy trzymać Lilę w odwodzie. Użyjemy jej zeznań tylko w ostateczności. - To nie będzie konieczne - powiedział Chris. - Nie mają na mnie nic oprócz kilku poszlak. Ponieważ już raz stanąłem przed sądem oskarżony o morderstwo, wiem z doświadczenia, że to nie wystarczy. - Tym razem jest inaczej, Chris. Tym razem mają ciało. - No tak, ciało. Staram się o tym nie myśleć. Cieszę się, że Rudy potrafił zidentyfikować Danny'ego bez potrzeby angażowania nas w tę sprawę. Widziałeś, jak wyglądał w środku domek rybacki. Nieźle nabrudzone, prawda? - Dlatego właśnie chcieli przyjrzeć się twojemu ubraniu. Zabójca zostałby spryskany... - Beck, wystarczy, dobrze? - Powstrzymaj mdłości, Chris. Jeżeli dojdzie do procesu, pokażą na nim fotografie z miejsca przestępstwa.
- Na pewno nie spałam z głową na twoim ramieniu. Zmyślasz! W ogóle cała ta rozmowa jest bez sensu.
Zastanawiała się przez chwilę.
jasności w samą porę, aby zobaczyć lecącą w jego kierunku butelkę po piwie. 31 Sayre stała na dachu swojego wypożyczonego samochodu. Widziała stąd drzwi prowadzące do fabryki, z których wynurzył się przed chwilą Beck z Chrisem tuż za plecami. Najwyraźniej inni również dostrzegli ich pojawienie się, ponieważ natychmiast ktoś rzucił w nich butelką po piwie. Beck dostrzegł pocisk i odbił go ramieniem. Razem z Chrisem zanurkowali za wielki kosz na odpadki, przy którym stał Fred Decluette, przemawiając przez megafon: - Macie natychmiast oczyścić teren. Wszyscy pracownicy Hoyle Enterprises, którzy nie zgłoszą się do pracy do godziny siódmej trzydzieści, nie otrzymają dniówki. Jego przemowa spotkała się z gwizdami ze strony agitatorów przysłanych przez Nielsona oraz robotników, którzy dołączyli do ogrodzonej łańcuchem pikiety. Większość pracowników fabryki, którzy kończyli lub zaczynali zmianę, kręciła się pomiędzy przeciwnymi obozami, zastanawiając się, do którego z nich dołączyć. Jeden z opłaconych przez Nielsona prowodyrów również przemawiał przez megafon, namawiając robotników do powstrzymania się od pracy w odlewni, dopóki nie zostaną spełnione ich żądania, a ich miejsce pracy nie zacznie spełniać standardów opracowanych przez OSHA. - Czy środki bezpieczeństwa to zbyt wiele? - Nie! - ryknął chór jego zwolenników. - Hoyle Enterprises dokonało napraw... - Dalsze słowa Freda utonęły w protestach i wrzasku. Jeden z mężczyzn chwycił przenośny mikrofon i krzyknął: - Zapytaj Billy'ego Paulika o twoje żałosne naprawy - poparły go kolejne okrzyki niezadowolenia i stek wyzwisk. Kiedy tłum ucichł, Chris przejął megafon od Freda. - Posłuchajcie mnie. Zamierzamy zrekompensować wypadek rodzinie Paulika. - Pieniądze za krew! - odkrzyknięto. Rozległy się śmiechy. - Chcemy rozwiązać problem... - kontynuował niezrażony Chris. - Pragniemy wysłuchać... - Tak jak rozwiązaliście problem z Clarkiem Dalym? - wrzasnął któryś z demonstrantów. - Dziękujemy ale nie! - Nie mamy nic wspólnego z wczorajszym wypadkiem Daly'ego - mówił Chris do megafonu. - Jesteś cholernym kłamcą, Hoyle, tak, jak twój ojciec. Sayre obserwowała, jak agitator z mikrofonem odwraca się i otwiera drzwi od samochodu, wyciągając rękę, aby pomóc komuś wysiąść. Luce Daly. - O mój Boże - jęknęła Sayre. Do tej pory zamieszki były jedynie groźbą, przemoc ograniczała się do butelki rzuconej w kierunku Becka i Chrisa. Obecność żony Clarka i to, co miała do powiedzenia, mogło wywołać prawdziwą agresję i doprowadzić do rozlewu krwi. Sayre zeskoczyła z dachu samochodu i zaczęła przeciskać się przez tłum w kierunku Luce Daly z nadzieją wyperswadowania jej udziału w tej demonstracji. Ku swojemu przerażeniu zobaczyła, że żona Daly'ego chwyta podany jej mikrofon. Był to tani system nagłośnienia, prawdopodobnie część dziecięcej zabawki lub zestawu karaoke, niemniej jej głos dobiegał wyraźnie z trzeszczących głośników. - Jestem tutaj w imieniu mojego męża, który dziś rano nie mógł powiedzieć ani słowa, bo jego twarz i usta pełne są szwów. Przygotował jednak listę osób, i chciał, abym je publicznie wymieniła. Zaczęła odczytywać nazwiska. Przy drugim, tłum zareagował gniewnie. Stojący obok Sayre mężczyzna przyłożył dłonie do ust i krzyknął głośno: - Uuuuuuu!
- Nie rozumiesz. Potrzebuję go.
Jeżeli chodzi o Danny'ego, jego telefony do niej mogły dotyczyć czegoś ważnego lub zupełnie nieistotnego. Statystycznie rzecz biorąc, samobójcy rzadko zwierzali się innym ze swoich planów. Gdyby odebrała telefon, mogła co najwyżej opóźnić nieuniknione, to wszystko. Była egoistką, myśląc, że potrafiłaby go odwieść od odebrania sobie życia, skoro nie udało się to nawet jego narzeczonej. Chwyciła w lustrze odbicie Chrisa. Obserwował ją, jakby wiedział, że zastanawia się nad sensem swojego postępowania i nad sobą samą. Zebrała wszystkie siły i odwróciła do brata. - Zadałeś mi bezpośrednie pytanie i oto moja odpowiedź, Chris. Dlaczego wolę zaufać niewiarygodnemu źródłu, a nie tobie? Ponieważ Huff rozpuścił cię jak dziadowski bicz, co widać, słychać i czuć. Jesteś totalnym egoistą i robisz tylko to, co przynosi ci jakiś zysk. Kiedy ktoś cię przyłapie na złym uczynku, liczysz na to, że twój czar albo wpływy Huffa zaoszczędzą ci kłopotów. Jesteś pochłonięty sobą, hedonistyczny i amoralny. Kłamiesz, często tylko dla przyjemności, by przekonać się, że ujdzie ci to na sucho. Nikt nigdy w życiu niczego ci nie odmówił, może poza rozwodem, chociaż jestem pewna, że przy pomocy Huffa uzyskasz go w końcu, uczciwie lub nie. Czy uważam, że zabiłeś Iversona? - spytała retorycznie. - Tak. I to ci się upiekło. Jeżeli jednak zabiłeś Danny'ego, zapłacisz za to, Chris. Przysięgam ci, że sama tego dopilnuję. Chris odstawił kubek z winem na stolik. - Sayre, usiądź. Proszę. To słowo w jego ustach było tak niezwykłe, że Sayre wróciła w pobliże łóżka i przysiadła na jego brzegu, niechętnie. Chris sięgnął po jej dłonie i przytrzymał, gdy chciała je cofnąć. - Pomyśl o tym, jak umarł Danny - rzekł cicho. - Żeby go zabić, musiałbym zdjąć znad drzwi starą strzelbę, załadować obie komory, wepchnąć mu lufę do ust i pociągnąć za spust. Pomimo wszystkich moich wad, jakie przed chwilą wymieniłaś, naprawdę sądzisz, że potrafiłbym zabić własnego brata? Nie zrobiłem tego - dodał, nie czekając na odpowiedź. - Nie zabiłem Danny'ego. Robisz z siebie idiotkę samym tym podejrzeniem. - Co to dla ciebie za różnica? - Żadna. Po prostu nie chcę, żebyś poczuła się zażenowana. Powód jego nonszalanckiego wytłumaczenia był tak przejrzyście jasny, że od razu zrozumiała, o co chodzi. - Nie, myślisz o czymś innym, prawda Chris? Odciągam od ciebie jego uwagę, prawda? - O czym ty mówisz? - O Huffie. Sprawiam wam kłopoty i chociaż wyprowadzam go z równowagi, jego uwaga koncentruje się na mnie, a ty nie możesz tego ścierpieć. Oczy Chrisa stały się pustymi okiennicami, odbijającymi jej wizerunek w hebanowej głębi. Wargi, przed chwilą rozciągnięte w gładkim uśmiechu, teraz zacisnęły się w wąską kreskę. Ledwo się poruszyły, kiedy powiedział: - Wracaj do San Francisco, gdzie twoje miejsce, Sayre. - Tak, wiem, że tego właśnie byś chciał. - Nie dla mnie, dla ciebie. Sayre roześmiała się, kładąc rękę na piersi. - Mam uwierzyć, że zależy ci na moim dobrym samopoczuciu? - Owszem. Sama powiedziałaś, że ostatnimi czasy Huff sporo o tobie myśli. Chcesz wiedzieć dlaczego? Chcesz usłyszeć, co planuje dla swojej córeczki? - uśmiechnął się szyderczo. 25

Ingrid nie dała za wygraną.
Zdecydował się na absolutną szczerość, bo nic innego już mu nie pozostało.
- Nie wierzę w to - powiedziała z trudem gdzieś w przestrzeń.
- Nie jestem księżniczką - odezwała się, spoglądając na niego, kiedy przystanął w drzwiach salonu, ubrany w elegancki wieczorowy garnitur.
Buzia małego była mokra od łez. Wyciągnął rączki do Tam-my, która na ten widok przeżyła potężny wstrząs - kolejny w ciągu zaledwie kilku minut. Henry do tej pory nikogo nie rozpoznawał! Serce podskoczyło jej w piersi z radości.
Zaskoczyła go tą odpowiedzią.

©2019 w-chyba.wroclaw.pl - Split Template by One Page Love